Andrzej Warzecha zmarł, poinformowała redakcja „Dziennika Polskiego”. Był związany z krakowskim środowiskiem literackim i prasowym od końca lat 60. XX wieku. Pochodził z Nowego Sącza i studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. W redakcji „Dziennika Polskiego” pracował od lat 70. i prowadził rubrykę „Bez werniksu” w dodatku kulturalnym „Głosy i glossy”.
Jak wyglądała jego droga literacka?
Debiutował w 1968 roku na łamach Życia Literackiego. Pierwszy książkowy tomik, Biały paszport, ukazał się w 1975 roku w serii Wydawnictwa Literackiego. W kolejnych dekadach wydał kilkanaście tomików, między innymi Diabelskie koło, Rajski ogród i Jesień z mostu. Pisane przez niego krótkie formy poetyckie bywały publikowane na pierwszej stronie gazety.
W twórczości Warzechy wyraźny był kontekst społeczny oraz nurt aforystyczno-filozoficzny. Był też autorem wierszy dla dzieci. Od 1969 roku współtworzył grupę poetycką Tylicz razem z Adamem Ziemianinem, Jerzym Gizellą, Wiesławem Kolarzem i Andrzejem K. Torbusem.
Jakie pełnił role zawodowe i jakie nagrody otrzymał?
Oprócz działalności poetyckiej pracował jako dziennikarz, publicysta, felietonista i krytyk sztuk plastycznych. W „Dzienniku Polskim” był postrzegany jako ważny współpracownik redakcji. Za swoją twórczość otrzymał kilka wyróżnień, w tym Nagrodę im. Stanisława Piętaka za tom Błędny ognik (1984) oraz Nagrodę Funduszu Literatury za Pieniądze dla umarłych (1987).
W 2000 roku Fundacja Kultury Polskiej — filia w Krakowie — przyznała mu Złoty Laur za Mistrzostwo w Sztuce poetyckiej refleksji. W 2003 roku tomik Zielony ryzykant zdobył Nagrodę Krakowska Książka Miesiąca.
Co pozostaje po autorze?
W dorobku Warzechy znajdują się zarówno tomiki skierowane do dorosłych, jak i wiersze dla dzieci oraz teksty krytyczne i publicystyczne. Jego krótkie formy często były wykorzystywane w gazecie przy różnych okazjach. W kręgu współpracowników zyskał przydomek „Warzeszka” i był opisywany jako osoba ceniona i lubiana przez redakcję.
Tomik Zielony ryzykant otrzymał wyróżnienie w 2003 roku.